niedziela, 13 maja 2012

O przeznaczeniu słów kilka


Dzisiaj o filmach, w których bohater zmuszony jest pogodzić się ze swoim losem.  W pierwszym głównym rozgrywającym jest rak. Film oparty na faktach o operatorze, który zachoruje na raka kręgosłupa.
Okazuje się, że jednak film o prawdziwych wydarzeniach może być równie przeciętny, co zbudowany w oparciu o wyimaginowany scenariusz. 50/50 – Pół na Pół mógłby wzruszać, ale tego nie robi. Jest przyjaciel, kumpel, do piwa, do panienek, do rozrywki wszelakiej; są rodzice, szczególnie matka, troskliwa miejscami nadopiekuńcza; jest dziewczyna, mało zaangażowana, egoistyczna, niewierna.

Okazuje się, że na dziewczynie, mimo, że z pozoru się wszystko wspaniale układa nie można polegać. Przerasta ją choroba Adama (Joseph Gordon-Levitt) i oddala się od niego. Najpierw zapomina (bądź celowo) o godzinie przyjazdu po niego po chemioterapii a następnie zostaje przyłapana na zdradzie.
Przyjaciel – z pozoru zdystansowany postanawia zaangażować się w pomoc Adamowi.
W konsekwencji sam bohater dopuszcza matkę, by mu pomogła…
I jakoś tak film robi się przeciętny. Dobra muza, wątek miłosny – do przewidzenia.
Natomiast więcej entuzjazmu wzbudził we mnie tytuł Never Let Me Go, w polskiej dystrybucji - Nie opuszczaj mnie.
Film o klonach, których życiowym celem jest całkowite spełnienie. Nie jest to nic innego jak wysłużenie się prawowitemu społeczeństwu w jak największej części. Dosłownie części, ponieważ mowa tu o organach.
Mowa tu o przeznaczeniu, którego, jak w antycznych tragediach nie sposób uniknąć. Jednak także dostrzegam związki z kwestiami równouprawnienia i tolerancji. Nasi bohaterowie nie mają szans na normalne życie, nie mają szans na zmianę swojego przeznaczenia, nie mają nawet szans na odroczenie wyroku. Świat ma problem, żeby zaakceptować fakt, czy mają oni w ogóle dusze (powstaje galeria ich dziecięcych prac) więc niemożnością jest branie pod uwagę jakichkolwiek ich uczuć, zwłaszcza miłości i dzielenia tego uczucia z drugim, podobnym przedstawicielem.
Rewelacyjny, chwytający za serce film. Śmiem określić arcydziełem. Warty wydanych pieniędzy i poświęconego czasu.
Czy nie jest najsmutniejsze w tym wszystkim to, że bardziej wzrusza nas film od otaczającej rzeczywistości?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz