niedziela, 13 maja 2012

O przeznaczeniu słów kilka


Dzisiaj o filmach, w których bohater zmuszony jest pogodzić się ze swoim losem.  W pierwszym głównym rozgrywającym jest rak. Film oparty na faktach o operatorze, który zachoruje na raka kręgosłupa.
Okazuje się, że jednak film o prawdziwych wydarzeniach może być równie przeciętny, co zbudowany w oparciu o wyimaginowany scenariusz. 50/50 – Pół na Pół mógłby wzruszać, ale tego nie robi. Jest przyjaciel, kumpel, do piwa, do panienek, do rozrywki wszelakiej; są rodzice, szczególnie matka, troskliwa miejscami nadopiekuńcza; jest dziewczyna, mało zaangażowana, egoistyczna, niewierna.

sobota, 12 maja 2012

Tracąc zmysły


W marcu do naszych kin wszedł film Perfect Sense, którego polski tytuł jest niesamowicie przetłumaczony jako Ostatnia miłość na Ziemi. Ja, tak samo jak zapewne wielu z was zastanawiam się, skąd polscy dystrybutorzy biorą pomysły na alternatywne tytuły?
Po obejrzeniu tego filmu nie potrafię go obiektywnie ocenić. Widzę go, jako metaforę do współczesnego człowieka, który zatraca siebie w społeczeństwie. Tracimy indywidualność, tracimy zmysły. Stajemy się odrętwiali na cudze, ale i coraz częściej swoje uczucia. Cała kultura masowa wykorzystuje to, co jest łatwe do sprzedania. To, co kiedyś było tylko nasze, było tabu. Owszem, dobrze, że zaczęło się mówić o pewnych kwestiach, ale pojawia się wg mojej opinii następujący problem: temat przestaje sprawiać nam trudności w mówieniu o nim, ale przeciętny człowiek przestaje się zastanawiać nad jego sensem. To, co prywatne - widok ciała np. zostaje wyciągnięte na wierzch i pokazywane aż do obrzydzenia, to powoduje nasze odrętwienie. Tępią nam się zmysły, czy metaforycznie zanikają.
Perfect Sense przedstawia jaką tragedią staje się to dla ludzi. Kiedy wszystko zostaje wyciągnięte do sfery publicznej, co zostaje dla miłości, dla tych dwojga ludzi? Kiedy przestaje nas interesować to magiczne okrywanie ciała tej drugiej osoby, a przeistacza się ona w myśl, jak bardzo jest ona podobna do którejś postaci z plakatów/filmów/etc….?

piątek, 11 maja 2012

Filmy o podróży cz. I


Co jakiś czas pojawiają się filmy o porzuceniu swojego dotychczasowego życia, za każdym razem wzbudzają we mnie dziwną tęsknotę za tym, czego jeszcze nie poznałam. Charakteryzują je zdjęcia pięknych krajobrazów będących niczym reklamówka firm zajmujących się turystyką danego regionu.
Pojawia się w nich to poczucie niezadowolenia ze swojego życia, zmęczenie wszystkim, co nas otacza. Bohaterowie chcą poczuć zmianę, odnaleźć się w Świecie. Swoje miejsce, które istnieje, podpowiada im to instynkt, jednak nie potrafią jeszcze sprecyzować gdzie jest umiejscowione na mapie. Potrzebują zdobyć doświadczenie, poznać nowych ludzi, nowe zapachy, nowe smaki… Niczym nowo narodzone dziecko (ponownie) się socjalizować (albo właśnie asocjalizować).
Into the Wild opowiada historię 23 letniego chłopaka, który potrafi zarażać swoim pragnieniem poznawania Świata, ma w sobie wiele energii i tyle samo wydawałoby się radości. Czemu wyrusza w podróż? Czemu porzuca wszystko, co dla każdego obywatela zaawansowanego cywilizacyjnie świata jest istotne?

czwartek, 10 maja 2012

Crazy, Stupid, Love.


Dwa dni temu oglądałam film. Patrząc na obsadę instynktownie postanowiłam spodziewać się czegoś dobrego, bo przecież Julian Moore i Ryan Gosling są na tyle utalentowanymi aktorami, że wizja oglądania ich na ekranie sama jakby podsuwa chęci doświadczenia tego widowiska.
Owy film, do którego oglądania zabrałam się w zaciszu mojego pokoju dotykał tematów dość trudnych. O tym jak rozpada się uczucie przez coraz to zmniejszające się z biegiem lat zaangażowanie partnerów w związek. Dochodzi do zdrady, następnie żądania rozwodu. Kolejne wydarzenia dokonują się jak w efekcie domina.
Jedno nie potrafi się z tym pogodzić, drugie chciałoby to jakoś naprawić. Niestety starania Emily pozostają niedostrzeżone przez jej męża, on sam woli się pogrążać w żalu i nienawiści do David’a, upijając się i wykrzykując jego imię w barze. Tradycyjny model nieszczęśliwego faceta z amerykańskiego filmu.