W marcu do
naszych kin wszedł film Perfect Sense,
którego polski tytuł jest niesamowicie przetłumaczony jako Ostatnia miłość na Ziemi. Ja, tak samo jak zapewne wielu z was
zastanawiam się, skąd polscy dystrybutorzy biorą pomysły na alternatywne tytuły?
Po
obejrzeniu tego filmu nie potrafię go obiektywnie ocenić. Widzę go, jako
metaforę do współczesnego człowieka, który zatraca siebie w społeczeństwie.
Tracimy indywidualność, tracimy zmysły. Stajemy się odrętwiali na cudze, ale i
coraz częściej swoje uczucia. Cała kultura masowa wykorzystuje to, co jest
łatwe do sprzedania. To, co kiedyś było tylko nasze, było tabu. Owszem, dobrze,
że zaczęło się mówić o pewnych kwestiach, ale pojawia się wg mojej opinii
następujący problem: temat przestaje sprawiać nam trudności w mówieniu o nim,
ale przeciętny człowiek przestaje się zastanawiać nad jego sensem. To, co
prywatne - widok ciała np. zostaje wyciągnięte na wierzch i pokazywane aż do
obrzydzenia, to powoduje nasze odrętwienie. Tępią nam się zmysły, czy
metaforycznie zanikają.
Perfect Sense przedstawia jaką tragedią staje
się to dla ludzi. Kiedy wszystko zostaje wyciągnięte do sfery publicznej, co
zostaje dla miłości, dla tych dwojga ludzi? Kiedy przestaje nas interesować to magiczne okrywanie ciała tej drugiej
osoby, a przeistacza się ona w myśl, jak bardzo jest ona podobna do którejś
postaci z plakatów/filmów/etc….?