Dwa dni temu
oglądałam film. Patrząc na obsadę instynktownie postanowiłam spodziewać się
czegoś dobrego, bo przecież Julian Moore i Ryan Gosling są na tyle
utalentowanymi aktorami, że wizja oglądania ich na ekranie sama jakby podsuwa
chęci doświadczenia tego widowiska.
Owy film, do którego oglądania zabrałam się w zaciszu mojego pokoju dotykał tematów dość trudnych. O tym jak rozpada się uczucie przez coraz to zmniejszające się z biegiem lat zaangażowanie partnerów w związek. Dochodzi do zdrady, następnie żądania rozwodu. Kolejne wydarzenia dokonują się jak w efekcie domina.
Owy film, do którego oglądania zabrałam się w zaciszu mojego pokoju dotykał tematów dość trudnych. O tym jak rozpada się uczucie przez coraz to zmniejszające się z biegiem lat zaangażowanie partnerów w związek. Dochodzi do zdrady, następnie żądania rozwodu. Kolejne wydarzenia dokonują się jak w efekcie domina.
Jedno nie
potrafi się z tym pogodzić, drugie chciałoby to jakoś naprawić. Niestety
starania Emily pozostają niedostrzeżone przez jej męża, on sam woli się
pogrążać w żalu i nienawiści do David’a, upijając się i wykrzykując jego imię w
barze. Tradycyjny model nieszczęśliwego faceta z amerykańskiego filmu.
Zatem Cal pije na umór.
Emily żałuje.
W filmie
występują również inne postaci, tj. opiekunka do dzieci, która jest zakochana w
Cal’u, dzieci Cal’a i Emily, z czego ich syn zakochany jest w Jessica’e –
opiekunce. Zatacza się krąg wzajemnych uczuć, każdy tkwi w jakimś paradoksie.
Wątek mógłby być ciekawy, a na pewno ciekawie rozwiązany. Niekoniecznie autorzy
filmu potrafili sobie z tym poradzić.
Film staje
się banalny. Postaci są płaskie, co prawda o jednych dowiadujemy się trochę
mniej o innych trochę więcej, ale żadnej z postaci nie przedstawiono w taki
sposób, żeby móc zrozumieć jej działanie. Widz może się jedynie domyślać, co do
tego co czuje bohater.
Pojawia się
młody, umięśniony, dobrze ubrany, bogaty przystojniaczek. Spotykając Cal’a
postanawia mu pomóc, co wydaje się jest kompletnie niezrozumiałe dla widza.
Wtedy przypuszczamy: być może ta kwestia zostanie rozwikłana z biegiem fabuły,
może dowiemy się jakiejś historii o Jacob’ie. Nie. Niestety tak się nie dzieje.
Bardzo płodny wątek zostaje wykastrowany z fabuły.
Wspomniana
pomoc polega na przemienieniu Cal’a w kogoś na podobieństwo samego Jacob’a. Ma
on sprawić, żeby Emily błagała go, żeby ten wrócił, a on z satysfakcją będzie
mógł ją odrzucić. Tu wkrada się typowa zamerykanizowana infantylność myślenia.
Jest to nastolatkowa próba działania wbrew komuś, by udowodnić, że jest się od
niego lepszym. W tym momencie moja ocena filmu leci kolejną kreskę w dół.
Cal staje się
świetnie ubranym podrywaczem, który przychodzi co dzień do baru by zaliczyć
kolejną panienkę.
Zbliżając się
ku końcowi. Kompletnie nie potrafię zrozumieć rozwiązania fabuły. Jak to
możliwe, żeby Emily tak łatwo mogła wybaczyć te wszystkie krzywdy wyrządzone
jej przez Cal’a? Emily dopuściła się zdrady, zrozumiałe, że Cal się załamał.
Ale czy uprawianie przez Cal’a seksu z XX kobietami z (co jest istotne)
premedytacją działania PRZECIW Emily jest tak łatwe do pominięcia?
Nie wierzę by po tym wszystkim uczucie mogło przetrwać. Nieważne, czy mowa jest o „bratnich duszach”. Chodzi o stopień zranienia. Sądzę, że w tym momencie oboje zadali sobie sporo krzywdy, chyba sama nie potrafiłabym wybaczyć Cal’owi. Rozumiem jedną kobietę – próbował zbudować nowy związek, ale w momencie kiedy liczba zaczyna oscylować w 2 miejscu przed przecinkiem, wiem, że mało która kobieta byłaby zdolna wybaczyć i spędzić resztę życia z takim człowiekiem.
Nie wierzę by po tym wszystkim uczucie mogło przetrwać. Nieważne, czy mowa jest o „bratnich duszach”. Chodzi o stopień zranienia. Sądzę, że w tym momencie oboje zadali sobie sporo krzywdy, chyba sama nie potrafiłabym wybaczyć Cal’owi. Rozumiem jedną kobietę – próbował zbudować nowy związek, ale w momencie kiedy liczba zaczyna oscylować w 2 miejscu przed przecinkiem, wiem, że mało która kobieta byłaby zdolna wybaczyć i spędzić resztę życia z takim człowiekiem.
Jaki ma sens
robienie przez Warner Bros. takich filmów?
Jedyna
odpowiedź jaka przychodzi mi na myśl to pieniądz. Wydanie pieniądza dla jeszcze
większego pieniądza. Budowanie nowego modelu świadomości społecznej. Ludzie
mają zacząć wierzyć w uczucie które zniesie wszystko. Nie ma już poczucia
moralności, odpowiedzialności za swoje działanie. Czy naprawdę Hollywood chce,
żebyśmy wierzyli, że jeśli skrzywdzimy siebie nawzajem, to powinniśmy być z tą
osobą? Nie czuć żalu i upodlenia?
Czy tylko ja
nie rozumiem tego, co się dzieje we współczesnej skomercjalizowanej
popkulturze?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz